Dlaczego fotograf ślubny zazwyczaj pracuje do końca oczepin?
- Szymon Pawlaczyk
- 20 lip
- 3 minut(y) czytania

To pytanie pojawia się dość często podczas rozmów o harmonogramie dnia ślubu. Skoro wesele trwa czasami do trzeciej, czwartej albo nawet piątej rano, to dlaczego fotograf kończy pracę zazwyczaj po oczepinach? Czy nie powinien zostać do samego końca? Z perspektywy fotografa odpowiedź jest dość prosta. Po oczepinach reportaż ślubny jest zazwyczaj już kompletny. A kolejne godziny bardzo często nie wnoszą do niego już niczego nowego.
Fotograf pracuje często 12 godzin albo dłużej
Reportaż ślubny nie zaczyna się przecież wieczorem na sali. Bardzo często jestem z parą młodą już podczas przygotowań. Fotografuję pana młodego. Pannę młodą. First look. Błogosławieństwo. Ceremonię. Życzenia. Przyjazd na salę. Pierwszy taniec. Przemowy. Zdjęcia rodzinne. Mini sesję w dniu ślubu. Zabawę na parkiecie. Tort. Atrakcje. I w końcu oczepiny. Jeżeli zaczynam pracę około godziny 12:00 czy 13:00, a oczepiny kończą się po północy, bardzo łatwo robi się z tego 12, 13, a czasem nawet więcej godzin ciągłej pracy.
I nie jest to praca polegająca na siedzeniu przy stole i okazjonalnym zrobieniu kilku zdjęć.
Przez większość dnia jestem na nogach, przemieszczam się między lokalizacjami, noszę sprzęt, obserwuję ludzi i przez cały czas pozostaję skupiony na tym, co może wydarzyć się za chwilę. Dlatego gdzieś trzeba postawić rozsądną granicę. I właśnie oczepiny są najczęściej bardzo naturalnym momentem zakończenia reportażu.
Po oczepinach historia dnia jest już opowiedziana
Dobry reportaż ślubny powinien mieć swoją historię. Ma początek. Rozwinięcie.
I zakończenie. Przygotowania budują napięcie. Ceremonia jest jednym z najważniejszych momentów dnia. Później przychodzi wesele, emocje, pierwszy taniec, zabawa, przemowy, tort i kolejne wydarzenia. Oczepiny są natomiast czymś w rodzaju naturalnego finału tej historii. Po nich zazwyczaj nie dzieje się już nic zupełnie nowego. Goście wracają na parkiet. DJ ponownie puszcza muzykę. Wszyscy dalej tańczą i bawią się. Tylko że…
zdjęcia z parkietu już mamy. I to zazwyczaj bardzo dużo.
Kolejna godzina tańca nie zawsze oznacza lepszy reportaż
Można oczywiście fotografować wesele jeszcze przez dwie albo trzy godziny. Tylko warto zadać sobie pytanie: co nowego pojawi się wtedy w materiale? Jeżeli mam już kilkadziesiąt lub więcej dobrych zdjęć z zabawy, kolejne fotografie przedstawiające tych samych ludzi na tym samym parkiecie przy podobnym świetle niekoniecznie wzbogacają historię. Mogę zrobić jeszcze 200 zdjęć. Ale nie oznacza to automatycznie, że reportaż stanie się dzięki temu lepszy. W fotografii ślubnej nie chodzi przecież o to, żeby dostarczyć jak największą liczbę zdjęć. Chodzi o to, żeby stworzyć dobrą, różnorodną i kompletną historię dnia. A zazwyczaj po oczepinach wszystkie jej najważniejsze elementy są już na miejscu.
Po północy impreza często zaczyna wyglądać trochę inaczej
Jest jeszcze jedna kwestia, o której rzadziej się mówi. Po kilkunastu godzinach wesela goście są już bardziej zmęczeni. Część osób wychodzi. Inni siedzą przy stołach. Na parkiecie zostaje mniejsza grupa najbardziej wytrwałych uczestników imprezy. Oczywiście nadal może być fantastyczna zabawa. Ale fotograficznie bardzo często nie różni się ona już znacząco od tego, co wydarzyło się godzinę czy dwie wcześniej. Dlatego zamiast produkować kolejne setki podobnych zdjęć, wolę zakończyć reportaż wtedy, kiedy historia ma naturalny finał.
Po wyjściu fotografa część gości czuje się też swobodniej
I jest jeszcze jeden aspekt, który moim zdaniem jest całkiem ciekawy. Moment, kiedy fotograf kończy pracę, dla części gości jest trochę jak symboliczne rozpoczęcie afterparty. Przez cały dzień ktoś robi zdjęcia. Na parkiecie. Przy stołach. Podczas rozmów. W trakcie zabawy. Oczywiście jako fotograf staram się być jak najmniej widoczny i nie przeszkadzać ludziom. Ale sam fakt obecności aparatu sprawia, że niektórzy goście podświadomie trochę bardziej kontrolują swoje zachowanie. A kiedy fotograf się pakuje?
Część osób nagle zaczyna czuć się jeszcze swobodniej. I szczerze? To też jest
w porządku. Nie wszystko, co wydarzy się na weselu, musi znaleźć się w galerii. Czasami fajnie jest mieć moment, kiedy można już całkowicie zapomnieć o aparacie. Zrzucić marynarkę. Poluzować krawat. Zdjąć szpilki. I po prostu bawić się do rana bez zastanawiania się: „Czy ktoś właśnie zrobił mi zdjęcie?”
Czy fotograf może zostać dłużej?
Oczywiście.
Jeżeli para planuje po oczepinach coś ważnego, nietypowego albo szczególnie istotnego dla całego dnia, warto powiedzieć o tym wcześniej. Może to być specjalna atrakcja. Pokaz. Nocna ceremonia. Zimne ognie. Nietypowy finał wesela. Wtedy harmonogram pracy można dopasować do konkretnego planu. Nie ma jednej zasady mówiącej, że fotograf bezwzględnie musi skończyć pracę dokładnie o północy czy zaraz po oczepinach. Chodzi raczej o to, żeby czas pracy fotografa miał sens w kontekście historii, którą ma opowiedzieć.
Oczepiny są po prostu naturalnym końcem reportażu
Dlatego w większości przypadków pracuję właśnie do ich zakończenia. Do tego momentu mam już cały dzień. Przygotowania. Ceremonię. Emocje. Rodzinę. Gości. Pierwszy taniec. Zabawę. Tort. Atrakcje. Oczepiny. Czyli wszystko, czego potrzebuję, żeby stworzyć pełną historię Waszego ślubu. Po północy możecie więc spokojnie wejść w tryb: „Teraz już naprawdę imprezujemy.” Bez fotografa. Bez aparatu. Bez zastanawiania się, czy ktoś właśnie uwiecznił Wasz kolejny taniec o 2:47 nad ranem. Bo najlepsze zdjęcia z parkietu prawdopodobnie i tak już mam. 😉




Komentarze